piątek, 15 maja 2015

Matki promilki w Polityce

W numerze 20 tygodnika Polityka z 13 maja 20015 możemy poczytać sobie na temat pijących matek. Materiał na ten temat zebrała Joanna Podgórska.

Oczywiście duże wrażenie robią przykłady zachlanych matek, które nie są w stanie sprawować opieki nie tylko nad dzieckiem, ale nawet nad własnym organizmem.
Poza przybliżeniem tematu trudno jednak odnaleźć jakieś przesłanie tego artykułu. Jakieś sugestie, jakieś rozwiązania albo choćby przyczyny obecnego stanu rzeczy.

Temat pijących matek przestaje być tabu
Czyli dobrze? Czy niedobrze? Ta hipoteza ma nastrajać dreszczykiem emocji dotyczącym przemian, czy może osiągamy dno szarpani pomiędzy sprzedawcami alkoholu i aparatem represji dla tych, co piją?

sobota, 18 kwietnia 2015

Picie jako przyczyna, czy jako skutek

Nadużywanie alkoholu (oparte o nadużycia w definicjach) jest postrzegane jako przyczyna nieszczęścia. Często faktycznie tak jest.
Brak kontroli, agresywność, zezwierzęcenie - to końcówka zbyt długiego tańca, przy zbyt szybkim rytmie.

Zastanowiłbym się bardziej nad przyczynami złego picia. Oddzieliłbym neutralne dla otoczenia, umiarkowane spożycie od przyspieszającej ucieczki w ciemność alkoholizmu.

Jeśli usuniemy przyczyny, takie jakie są, takie jak znajdziemy to i alkohol stanie się normalnym elementem życia dostępnym dla każdego.
No może z wyłączeniem tych, którzy swoje już wytańczyli.

Przyczyny są zazwyczaj bardziej istotne. Walka ze skutkami bez znalezienia przyczyn to trochę niepoważne potraktowanie ważnego tematu.
Obwinianie, osądzanie, piętnowanie - oddala nas od rozumienia fenomenu popularności picia.

piątek, 17 kwietnia 2015

Nic nie jest całkiem czarne lub całkiem białe

Wchodząc na tego bloga można się nastawić, że jakiś neofita mądrzy się o dobrodziejstwach rzucenia picia.
Chciałbym wybić was z tego przekonania.
OK, przestałem pić. No i co z tego?
Jestem lepszy? Lepszy bo piłem a teraz nie piję?
Może jestem gorszy? Gorszy, bo nie piję a przecież życie jest dla każdego.

Co to ma za znaczenie? Nie piję, bo chcę nie pić. Piłem, bo chciałem pić. Jeśli jest wam wygodnie mnie jakoś szufladkować, to możecie sobie zrobić ze mnie alkoholika. Przecież to w żaden sposób na mnie nie wpłynie. Tylko to, co sam myślę może powodować jakieś zmiany w moim zachowaniu.

Zanim więc stwierdzicie, że to co piszę nie jest dla was - BO to JA mam problem. Albo, że to nie jest dla was, BO JA nie jestem takim fest alkoholikiem, co żonie podbije oko i przepije meble z salonu, to proszę o chwilę uwagi.

Alkohol jest OK. 

Bieganie kontra alkohol - Treningbiegania.pl

Bieganie i picie alkoholu? Czy te dwie czynności mogą iść ze sobą w parze? Ku mojemu zaskoczeniu bardzo dużo osób zadaje sobie to pytanie. Wychodząc na przeciw zainteresowanym, przygotowałem materiał, który opracowałem we współpracy z dietetykiem i fizjologiem. Zapraszam do wysokoprocentowej lektury!

Czy biegając można sobie w ogóle pozwolić na picie alkoholu, czy trzeba o nim całkowicie zapomnieć?


Tradycyjnie - są dwie szkoły. Wszystko zależy od ilości alkoholu. Mądrzy ludzie mówią, że wszystko jest zdrowe warunkiem, że będziemy w stanie zachować w tym wszystkim równowagę. Ja alkoholu nie piję w ogóle. Przede wszystkim czuję się bardzo dobrze ze sobą bez alkoholu, a poza tym na przestrzeni kilku ostatnich lat wypracowałem sobie umiejętność relaksacji dzięki pracy nad potencjałem własnego umysłu. Dlaczego o tym piszę? Powód jest prosty. Wiele osób sięga po alkohol, dlatego, że nie radzi sobie ze stresem i często nie potrafi się skonfrontować z problemem. Oczywiście do tej grupy nie zaliczamy osób, które piją dla "przyjemności". Jak wiemy - we wszystkim trzeba znaleźć równowagę.

Czy jak wypiję po bieganiu wódkę/piwo/wino czy zniszczy to mój wysiłek?


Generalnie sam trening  to proces niszczenia, demolowania własnego organizmu, który podczas snu (naturalnej odnowy biologicznej) naprawia szereg wyrządzonych szkód. Wszystko, co zostanie zreperowane podczas tego skomplikowanego procesu, staje się mocniejsze, silniejsze, lepsze. Alkohol natomiast nie przyśpiesza procesu regeneracji. Podczas wysiłku

czytaj dalej

czwartek, 9 kwietnia 2015

Ktoś wymyśla memy, aby wchłaniać mógł je ktoś

Rozrywka narodowa w Pomrocznej. Pomysł na weekend. Pomysł na wieczór. Pomysł na imprezę, na randkę. Jaki pomysł? No przecież dobrze wiecie.
Skuć się, nałoić, schlać, narąbać, nabzdryngolić, naebać, naspawać, urżnąć.
Te popularne określenia dotyczą pewnej, szczególnej formy picia. Pijemy coś, pijemy tego dużo, najlepiej aby oscylować wokół zerwanego filmu.
Fachowcy potrafią dotrzeć do tej granicy i jej nie przekroczyć. Amatorzy przerywają taśmę mety szybko i nie pamiętają potem o swoim sukcesie.

Memologia

Memy mają nas jednoczyć. Jeśli sobie wysyłamy takie chlane, to znaczy, że jesteśmy równiachy i lubimy się napić. No bo przecież kto nie pije, ten kabluje. A kto chce być uznany za kabla.
Memy o piciu są więc szczególne. Troszkę pachną bukietem ryzyka, półlegalności, takim byciem na przekór systemowi.
Chętnie dzielimy się takimi mądrościami. Szczególnie w piątek.
Sami, zupełnie za darmo, nieprzymuszeni robimy sobie wódę z mózgu. Choćby ten filozoficzny fragment dialogu. Jest dowcipny i powinien być zakończony wybuchem rubasznego śmiechu. Takiego jednoczącego, takiego wzmacniającego relację. To niemal namiastka wspólnego napicia się.
Kto nie pił wódki z sokiem, lub bez soku - niech pierwszy rzuci kamieniem.

wtorek, 31 marca 2015

Korzyści z umiaru, czyli AAlicja w krainie czarów

W dziesiątym numerze tygodnika Polityka, w dziale blogi można zapoznać się z ciekawym i jakże pozytywnym wpisem Stefana Karczmarewicza.

"O dużych korzyściach małych drinków" już sam tytuł przyciąga uwagę. W świecie rozdwojonej i przekontrastowanej jaźni alkoholowej ten tekst jest jak dorodny i dumny rydz.
Otóż badania nad wpływem regularnego, długoletniego i UMIARKOWANEGO spożywania alkoholu na rozwój niewydolności serca przyniosły ważne wyniki.
Nie szokują, nie miażdżą, nie wywracają świata do góry nogami.

Ale o samych badaniach, bo to ważne, dla zbudowania wiarygodności wyników.
Obserwacji podczas programu ARIC (Atheriosclerosis Risk In Communities) poddano 14 629 zdrowych osób. Badanie trwało średnio 24 lata a średnik wiek uczestników, na początku badania to 54 lata. Można więc powiedzieć, że grupa pokaźna a czas rozległy. Uczestnicy co trzy lata deklarowali ilość spożywanego alkoholu. Na podstawie tego wywiadu oraz ich stanu zdrowia (tylko kwestia sercowo naczyniowa) można było wyciągnąć przydatne dla społeczeństwa wnioski.
Uczestników pogrupowano pod względem intensywności picia na:
abstynenci,
  • spożywający do 7 drinków (14g etanolu jako jednostka) tygodniowo,
  • spożywający 7-14 drinków,
  • spożywający 14-21 drinków,
  • spożywający więcej niż 21 drinków tygodniowo

sobota, 21 marca 2015

Bardzo ciekawa inicjatywa

Jestem przeciwnikiem pierdzenia w stołek i rozdrapywania ran. Co było to było, a jest to co jest. Dlatego właśnie bardzo podoba mi się inicjatywa fundacji Start Sport.

Uogólniając chodzi o zaszczepienie radości i zdrowych nawyków związanych z uprawianiem sportu, jako formy walki z narkomanią i patologią społeczną. Pasuje mi to, podpisuję się pod tym i będę wspierał, bo ma to sens.

Dlaczego ma to sens.

Gnuśni, leniwi i podatni na łatwe w stosowaniu substancje chemiczne gonią za tym samym efektem, co sportowcy. Jedni i drudzy chcą podrażnić ośrodki nagradzania, chcą poczuć chemię szczęścia. Szczęście jest bowiem prawem człowieka i dobrym celem życia.

Pomiędzy skrajnościami

Zgodnie ze standardami odbierania człowiekowi godności powinienem się przywitać recytując ile dni nie piję. A więc do dzieła.

O Jezu, Jezu, Jezu (nie może zabraknąć przecież wyższej siły, która pomaga nam maluczkim),
od 3/4 roku nie piję
jestem teraz dobrym człowiekiem, łagodnym jak baranek, pokornym, potulnym, poukładanym i takim cichutkim,
moje serduszko pijanicy się raduje każdym dniem i wołam do was porzućcie drogę zła.

Nie, nie tak. Może bardziej tak.
Cześć, jestem Grzegorz. Nie piję od 276 dni, 18 godzin, 11 minut i 42 sekund.
"witaj Grzegorz - odpowiada chór anielski, witaj"

Teraz zaś być może powinienem przeprosić urażonych klubowiczów. Ale nie przeproszę. Tak jak nie mam zamiaru przepraszać ludzi, którzy chlają jak świnie i robią innym krzywdę za swój brak umiaru.

sobota, 28 lutego 2015

A gdzie pozytywny wizerunek trzeźwości?

Bardzo możliwe, że zbyt subiektywnie odbieram wegetarian. Wydaje mi się zawsze, iż zamiast budować zrozumienie swojego wyboru życiowego koncentrują się na obrzydzaniu i walce z wyborem innych.

To takie podobne trochę do polityki polskiej, gdzie nie ma partii - są kontrpartie. Czyli PiS to antyPO a PO to antyPiS. Wegetarianie każdy kęs mięsa będą obrzydzać, tym którzy je lubią. Powołują się na swoje spostrzeżenia dotyczące moralności, dobra i zasad funkcjonowania idealnego świata.